PORTO
Miasto na północo-zachodzie Portugalii, gospodarcze serce portugalskiej Północy, drugie największe po stolicy miasto tego kraju, jedyny poza Lizboną jego ośrodek wielkomiejski, zarazem jeden z głównych obszarów metropolitalnych Półwyspu Iberyjskiego. Samo miasto jest stosunkowo niewielkie, w granicach administracyjnych wykazuje bowiem zaledwie 237 tys. mieszkańców przy relatywnie jeszcze skromniejszym obszarze 41,42 km², aczkolwiek wartości dość już pod tym względem pokaźne osiąga w obszarach metropolitalnych (Grande Porto 1,2 mln i 1024 km²; Grande Área Metropolitana do Porto 1,7 mln i 2040 km²). Porto leży na prawym brzegu rzeki Duero, podobnie jak dwa pozostałe wielkie cieki Portugalii, czyli Tag w centrum i Gwadiana na południu, spływającej z wewnętrznych wyżyn Kastylii, równoleżnikowo rozciągnięte wzdłuż jej estuarium. Podobnie jak Lizbona nad Tagiem miasto usytuowane jest tuż przed ujściem rzeki do Atlantyku, około 6 km odeń, lecz w odróżnieniu od stolicy kraju dolina rzeczna jest tu wąska, przepastna i głęboko wcięta, a jej brzegi wyższe i bardziej strome. Wedle jednej z hipotez zalążkiem miasta była niewielka faktoria handlowa założona przez Greków i od wspomnianego usytuowania nazwana Kallis (Belo). Imię to przejęli Rzymianie jako Portus Cale. Pod panowaniem rzymskim wzrosła rola portu, korzystnie położonego pod względem strategicznym, pośredniczącego głównie w wymianie towarowej pomiędzy Lizboną a Bragą. W 540 roku Wizygoci uczynili z miasta twierdzę i siedzibę biskupstwa. Zainicjowana lądowaniem w Gibraltarze w 711 roku muzułmańska konkwista Półwyspu poddała te tereny ich władzy w ciągu kilku następnych lat (714 Lizbona, 715 Porto i Braga). W 868 roku, Vímara Peres, chrześcijański warlord z Galicji i wasal króla Asturii, Leónu i Galicji, Alfonsa III Wielkiego, został przezeń wysłany dla odzyskania i zabezpieczenia przed Maurami obszaru między Rio Minho a Rio Douro, instalując na nim Hrabstwo Portugalii (Condado Portucalense, Condado de Portugal). Ostateczne uwolnienie się wymienionych ziem od zagrożenia ze strony Maurów oraz wyodrębnienie hrabstwa z Królestwa Galicji (1097) zaowocowało przekształceniem Condado de Portugal w Reino de Portugal (1139). Skutecznie opierając się zakusom ze strony Kastylii (częściowo przy pomocy Anglii) ustaliło ono już w XIII wieku granicę ze swym wielkim wschodnim sąsiadem, która, choć nie wynika w żadnym stopniu z warunków naturalnych, istnieje w niezmienionym kształcie do dziś, co czyni ją najstarszą w Europie. Portugalskie królestwo kierowało w tej partii Półwyspu dalszą rekonkwistą, przy pomocy zakonów religijnych prowadzoną wzdłuż wybrzeży atlantyckich z takim wigorem, iż całość dzisiejszego terytorium kraju oswobodzona zastała przez nie już na dwa wieki przed hiszpańskim zajęciem Andaluzji. Po finalnym wypędzeniu Arabów wydatnie wzrosło znaczenie miejscowego portu handlowego, od XIII wieku połączonego morskimi rutami z Anglią, Flandrią oraz miastami Hanzy. Na ten okres przypadają także początki wielowiekowych związków politycznych Portugalii z Anglią (1387 Porto było miejscem zaślubin króla Portugalii Jana I Dobrego i angielskiej księżniczki Filipy Lancaster). Nawiasem mówiąc swoiste odwrócenie się plecami Portugalii od Hiszpanii, przy tradycji kontaktów z Albionem, wynikającej też z samego geograficznego wyeksponowania Portugalii na Atlantyk, przypieczętowane sojuszem politycznym z Anglią, w różnych okresach będącym na ogół skierowanym przeciwko Hiszpanii lub Francji, stały się w praktyce jedną z wytycznych portugalskiej geopolityki na bardzo długie stulecia, co niewątpliwie godne podkreślenia i stąd, że Anglia w XVI wieku przyjęła protestantyzm, zaś katolicka Portugalia, będąc pod wpływami jezuitów, należała do czołowych bojowników kontrreformacji (w aliansie onym Portugalia była jednak z czasem czymś na kształt wasala Anglii, wegetując w cieniu jej wzrastającej potęgi). Pozycja angielskich kupców, od dawna zadomowionych w Porto, handlujących tutaj towarami kolonialnymi, została dodatkowo wzmocniona zawarciem słynnego traktatu Methuena (1703). Ustanawiając wolny handel między obu państwami zapewniał on Anglikom w Portugalii rynek zbytu na wyroby wełniane i tekstylne z ich manufaktur w zamian za portugalskie wino oraz korę dębu korkowego (niezwykle korzystny dla Anglii i równie niekorzystny dla Portugalii walnie przyczynił się zdaniem części historyków do późniejszego zacofania gospodarczego Portugalii). Odtąd utrzymywały w mieście swe stałe przedstawicielstwa mnogie angielskie towarzystwa handlowe; w drugiej połowie XVIII wieku na 60 tys. mieszkańców Porto stanowili do 15% Anglicy. Kupcy nadawali więc ton życiu w Porto na przestrzeni długich jego dziejów (w przeciwieństwie do Lizbony). Można jeszcze wspomnieć, iż od średniowiecza aż po XVII wiek obowiązywał zakaz osiedlania się w mieście szlachty, której wolno było zatrzymywać się w Porto tylko na trzy dni; nawet sam król nie miał prawa posiadania w mieście swej rezydencji, dysponując jedynie prawem do gościny w pałacu biskupim. W XIX wieku miasto było twierdzą sił antymonarchistycznych, a zapoczątkowana w nim liberalna rewolucja roku 1820 przyniosła Portugalii pierwszą konstytucję. Porto dało swą nazwę całemu krajowi. W językach zachodnioeuropejskich spotyka się czasami zapis Oporto („O” pełni w portugalszczyźnie funkcję męskiego rodzajnika określonego liczby pojedynczej, odpowiada więc hiszpańskiemu el czy włoskiemu il).

Dziś Porto dostarcza Portugalii ważką część jej dochodu narodowego. Krom tradycyjnych dlań gałęzi przemysłu, jak przetwórstwo rybne, wyrób tekstyliów czy petrochemia, mają nad Duero swe centrale przedsiębiorstwa różnych nowoczesnych sektorów gospodarki. Rolę w dalszym ciągu istotną odgrywa produkcja słynnego wina, dojrzewającego i butelkowanego głównie w Vila Nova de Gaia, satelickim mieście na przeciwnym lewym brzegu Rio Douro. Każdemu Portugalczykowi znane jest powiedzenie, mające odzwierciedlać różnicę między Porto a innymi głównymi miastami Portugalii, wedle którego Braga, siedziba prymasa Portugalii, honorowo tytułowanego także mianem Primaz das Espanhas – modli się, Coimbra, słynny ośrodek akademicki z jednym z najstarszych w Europie uniwersytetów działającym od 1290 roku – śpiewa, Lizbona – popisuje się, a Porto – pracuje. Z ekonomicznej siły miasta, jego kupieckiej i liberalnej przeszłości, a także, last but not least, idących zresztą z tym w parze konotacji z Anglią i sympatii do jej kultury, odczuwalnych tu do dziś, wynika samoświadomość Porto. Dodawszy do tego syndrom miasta wiecznie drugiego, w oglądzie swych mieszkańców marginalizowanego przez Centrum, nie powinno dziwić, że to właśnie w Porto szczególnie mocny był opór wobec idei i rządów António Salazara. W Porto prawie wcale nie spotyka się ludzkiej biedy, tak niestety charakterystycznej dla ulic i placów Lizbony, poza tym mniej tu niż w stolicy, w każdym razie na pierwszy rzut oka, osób zarabiających jako pucybuci, mniej chyba też ciemnoskórej ludności z dawnych zamorskich domen Portugalii. Miasto emanuje cechami zwykle uznawanymi za kwintesencję wartości burżuazyjnych; pracowite i oszczędne, mniej idealistyczne od stolicy, bardziej za to od niej spokojne, zapobiegliwe, po mieszczańsku rozsądne. Tym samym może nieco rozczarować tych, którzy zachęceni jego nazwą, uosabiającą europejski ośrodek portowy im wahrsten Sinne des Wortes, spodziewają się po Porto jakiejś nadzwyczajnej romantyki. Jako całość Porto prezentuje się niewątpliwie ciut mniej romantycznie od Lizbony, zresztą uczciwie trzeba przyznać, że w tej kategorii konkurencja stolicy jest wyjątkowo silna (ba, niewiele miast w całej Europie, o ile w ogóle któreś, jest w stanie podjąć taką rywalizację z Lizboną). Porto ma jednakże miejsce, które swą romantyką przebija wiele innych w Portugalii. Jest nim historyczny kwartał nadrzeczny (Ribeira). Równolegle z dawnym portem na Duero ciągnie się tutaj rząd starych kolorowych kamienic, ciasno stłoczonych jedna obok drugiej, stojących przy wspinających się ku górze wąskich uliczkach, częściowo, mimo ordynowanych ostatnimi laty gruntownych rewitalizacji, znajdujących się w nie najlepszym stanie budowlanym, co w pewnym sensie jedynie wzmaga ich malowniczość, z południowym zwyczajem suszącym się praniem powiewającym na wietrze z ich balustrad balkonowych; landszaftu dopełniają spokojnie kołyszące się na wodnej tafli tradycyjne portugalskie łódki, barco rabelo, jedyne w swoim rodzaju, ongi służące do transportu winnych beczek z rejonów nad środkowym biegiem rzeki; nad całością zaś wyrastają od wschodu gigantyczne stalowe łuki dwukondygnacyjnego Ponte Luís I, jednego z piękniejszych mostów Europy, skonstruowanego w latach 1881–1888 i ponad szarawymi wodami Rio Douro spajającego Porto z Vila Nova de Gaia. Nawet na miarę arcyromantycznej Portugalii ten fragment miasta jest niebywale wręcz urokliwy, przy tym wciąż niemal zupełnie autentyczny, niespreparowany pod kątem na przykład reklamy turystycznej, zaś jego panorama, powielana na pamiątkowych fotografiach i widokówkach, obecna w każdym promocyjnym folderze turystycznym oraz na kartach lub okładkach książkowych wszystkich wydawanych na świecie przewodników po Portugalii, stanowi jeden ze znaków wywoławczych całego kraju, a być może nawet główny taki. Tylko sama Ribeira warta jest owych długich trzech tysięcy kilometów podroży z Polski (z tym że należy się spieszyć, bo i to miejsce dosięga gentryfikacja). Opowieść o Porto i Portugalii byłaby niekompletna bez wzmianki o azulejos. Różnych barw, zgodnie z nazwą zwykle jednak o komponencie niebiesko-błękitnym, zdobią wszystko, co nadaje się do ozdobienia. Kafelkami z ceramiki udekorowane są więc fasady i wnętrza obiektów użyteczności publicznej, domów i budynków mieszkalnych, kościołów i hal targowych, dworców kolejowych i supermarketów. Tematyczne motywy płytek są przeróżne, od prostych geometrycznych wzorów po obrazki ilustrujące wydarzenia historyczne, wspaniałą i na wskroś globalną przeszłość kraju, jak również sceny z życia całkiem współczesnego. Azulejos są wszędzie. Bez nich bowiem nie byłoby ani Porto, ani Portugalii (a częściowo i Hiszpanii).

Jarosław Swajdo

Publicado em parte em Świat i Podróże 3/1996

O MNIE

KSIĄŻKI

CZYTELNIA

GALERIE

LINKI

MAIL